2013/02/17

piątek 13go !

Opowiedzieć Wam mój dzisiejszy dzień?! Z góry mówię, że dołek był coraz większy a drabiny brak, ale sami zobaczycie..

No to tak, wstałam, aby zdążyć na 10 do pracy, ale w sumie w nocy to prawie nie spałam, wiec określenie, że 'wstałam' może nie być do końca prawdziwe, ale niech już będzie. No to wstałam i zaczęłam się szykować do pracy, wiadomo: poranna toaleta, prysznic, śniadanie, makijaż itd., ale już czułam, że coś jest nie tak. Moje gardło bolało bardziej i z samobadania wyszło mi, że mam jakoś powiększoną szyje, pomyślałam jednak, że to złudzenie albo moja przewrażliwiona podświadomość. Tak wiec dotarłam do pracy, początkowo spokój, cisza, ale z każdą następną godziną zaczynało być coraz gorzej. Ludzi coraz więcej, pracy coraz więcej, gardło boli coraz więcej, mówić mogę coraz mniej, a jak już z siebie jakieś zdanie wyduszę to nie dość, że sprawia ból to jeszcze proszą o powtórzenie, bo nic nie słychać. Zatem stopniowo zaczęłam mniej się odzywać, przynajmniej się starałam, bo pracującej w kawiarni nie da się uniknąć rozmów. W końcu każdy klient, z ciekawości i wielkiej troski pytał o mój stan zdrowia, a koledzy w pracy podśmiewali się z mojego wydawanego pisku, a gardło, na przekór, stawało się coraz bardziej dokuczliwe. Zatem Ania, mądra głowa, wykręciła znany numer, bo pożalić i poradzić się trzeba, a kochana mamunia tak jej powiedziała: 'Idź do lekarza!'. Sobota popołudnie, nawet już wieczór, w grę wchodzi tylko ostry dyżur. Szybko internet warszawa.jakdojade.pl, szybko zwolnić się wcześniej z pracy i w drogę! Jadę, dojechałam: Wołoska 137 - Ostry dyżur laryngologiczny (aaa zapomniałam dodać, że mój słuch też szwankował), rejestracja, błądzenie po szpitalu, czekanie.. Czekanie, czekanie, czekanie, czekanie! Po kilku godzinach czekania w końcu usiadłam na fotelu gdzie zbadał mnie jakiś stażysta rozmawiając więcej z panią doktor o swoim życiu prywatnym niż o mnie, a pani doktor nie ruszyła się z miejsca. Olana ciepłym moczem wyszłam z gabinetu, w którym siedziałam z dzień dobry i do widzenia - 7minut, z ostrym zapaleniem gardła i receptą na milion leków. Myślę sobie 'teraz to już z bańki, kupię leki, szybko wrócę do domu, czytaj 'akademika', będzie koniec wkurwienia'. Godzina około 20 większość aptek zamkniętych, oO jest jedna 24h - leków nie ma, oO jest druga 24h - leków nie ma.. Irytacja zaczyna rosnąć, ale dalej twardo jeżdżę po Warszawie szukam aptek 24h. Po okołu 2 godzinach szukania EUREKA! Zadowolona daję pani farmaceutce receptę, ta patrzy, patrzy, patrzy i mówi: 'Dobrze, wszystkie leki Pani u nas dostanie, ale nie będą one refundowane bo pani doktor pomyliła się w dacie.' Myślę sobie 'CO ZA KURWA DZIEŃ!'. Miałam dwie opcje: 1. pojechać do szpitala i poprawić datę lub 2. kupić leki za 100% ceny. Oczywiście wybrałam opcję 2, bo nie będę przecież o godzinie 22:17 jechać na Mokotów, a że różnica w cenie nie była aż tak duża to jakoś to przetrawiłam. Wracam! Gardło boli strasznie, ledwo przełykam ślinę, o mówieniu nie ma mowy, a na domiar złych rzeczy, autobus mi uciekł, pani z recepcji nie mogła znaleźć klucza do mojego pokoju i komputer odmawiał posłuszeństwa..

Zatem stwierdzam, że piątek 13go może spotkać zawsze i wszędzie i niekoniecznie w piątek!
Dziękuję, dobranoc!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz