2014/04/18

szczecin

o boże jaki to był szalony wyjazd, może nie spontaniczny, bo z tydzień przed już wiedziałam o nim, ale szalony :) dlaczego?! bo start w nocy, podróż do rana, a z rana trochę zimno, szybkie ogarnianie i skitranie gdzieś u nowo poznanych ludzi z konferencji bagażu, szybko na panele, zmęczenie połączone z zaciekawieniem, powrót do hotelu, szybki prysznic i wyjście do pubu na wielką integrację, piwo, skrzydełka, znów piwo i później klub, tańce, tańce i głupawka na maksa, szaleństwo w pigułce normalnie, powrót do hotelu, lekkie spięcie i kolejny dzień, śniadanie, panele, pożegnania i powrót do stolicy :) dużo ludzi, dużo imion, dużo nowych twarzy, dużo wymiany poglądów, dużo rozmów, dużo alkoholu, ale w moim przypadku całkowite zero ponieważ leki, lekarstwa, lekarstewka trzeba było brać!
później, na resztę weekendu i tygodnia już nie było tak kolorowo, było łóżko, ciepła herbatka, więcej lekarstw, wizyty u lekarza, ogólnie nie za wesoło, ale dziś nie o tym! piosenka przewodnia proszę Państwa dla mojej skromnej osoby była taka.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz